... o polityce, o mediach, o życiu

Witaj!

Osiemnastoletnia licealistka pisząca bloga, wyrażająca w słowach swoje poglądy, odczucia, pokazująca to, co inspirujące, ciekawe, godne uwagi. Ciekawa świata i głodna (co nikogo z jej otoczenia nie dziwi) nowych przygód. Weronika. Tak, to ja, a to jest mój blog - zlepek wszystkiego. Mieszaniec. Kundelek. Ale i tak kocham go nad życie. Witam serdecznie!

Archiwum

Statystyka

Popularne posty

Przydałaby się naprawdę dobra zmiana

||

Łapcie dziś szczery wpis ode mnie. Odważyłam się go (w końcu!) zaserwować swoim czytelnikom. Leżał w szufladzie parę miesięcy. Jako, że postanowiłam przejść gruntowną metamorfozę charakteru, publikacja tego tekstu jest pierwszym krokiem do dobrej zmiany. Trzymajcie za mnie kciuki, a tymczasem rozwijajcie notkę. Będzie krótko, ale treściwie.

Co bym w sobie zmieniła? Przede wszystkim mniej przejmowałabym się otoczeniem. O, tak. Strasznie ważne jest dla mnie to, co ktoś o mnie myśli. Jeśli są to złe rzeczy, momentalnie tracę humor i jest mi po prostu przykro. Chciałabym olewać rzeczy nieistotne i ludzi, którzy sprawiają, że czuję się źle będąc sobą. Za bardzo biorę sobie do serca to, jak jestem postrzegana w oczach rówieśników. Czuję się niepewnie. Coś na wzór stąpania po kruchym lodzie i posiadania świadomości, że pod tobą znajduje się lodowata woda; nie dość, że głęboka, to pełna żarłocznych piranii. Teraz już wiesz o co mi chodzi? Mam po prostu niską samoocenę. Punkt kolejny. Praktycznie codziennie zdarza mi się tak, że w danej sytuacji robię jedno, a myślę co innego. Z czego oczywiście druga opcja wyszłaby na korzyść obu stronom, a ja nie pokazałabym się znowu ze strony nieśmiałej dziewczynki. Wieczorami analizuję to, czego dokonałam danego dnia. Bywa i tak, że po prostu śmieję się do łez z moich poczynań. Chciałabym być otwarta. Na ludzi, na przygody, wyzwania. Chciałabym spóźnić się kiedyś na autobus, zarwać noc, wyszaleć się, wybawić za wszystkie czasy, postępować bardziej spontanicznie. Ale nie mogę. Coś wewnątrz mnie mi nie pozwala. Nie pozwala się pomalować intensywnie czerwoną szminką, ubrać butów na wyższym obcasie, zagadać do kogokolwiek, prowadzić luźnych rozmów, przywitać z uśmiechem kierowcę autobusu, zacząć tańczyć w deszczu, spakować walizki i jeszcze tego samego dnia udać się w podróż dookoła świata, żyć. Po prostu. Tylko albo aż? To samo coś, które sprawia, że co tydzień robię generalny porządek w pokoju, układam ubrania kategoriami oraz kolorami, chciałabym ścierać kurze gdziekolwiek się nie pojawię (szczególnie u znajomych), że irytuję się, gdy ktoś postanawia zjeść kruche ciasto bez talerzyka, że łyżeczki na nakrytym dla gości stole są krzywo ułożone i, co najważniejsze, że w kawie musi być więcej mleka niż samej esencji.
Jestem bardzo specyficznym człowiekiem. Można nawet posunąć się o stwierdzenie, że dziwnym. Odstającym od reszty. Niespotykanym. I chyba to w sobie lubię. Tak czy siak, przydałyby się zmiany. Pytanie brzmi: czy jestem na nie gotowa? Jak mogę ich dokonać? Czy istnieje uniwersalna recepta dla każdego? Czy wszystkie te pytania należy zaliczać do tych bez odpowiedzi?

Brak komentarzy

Prześlij komentarz