... o polityce, o mediach, o życiu

Witaj!

Osiemnastoletnia licealistka pisząca bloga, wyrażająca w słowach swoje poglądy, odczucia, pokazująca to, co inspirujące, ciekawe, godne uwagi. Ciekawa świata i głodna (co nikogo z jej otoczenia nie dziwi) nowych przygód. Weronika. Tak, to ja, a to jest mój blog - zlepek wszystkiego. Mieszaniec. Kundelek. Ale i tak kocham go nad życie. Witam serdecznie!

Archiwum

Statystyka

Popularne posty

Oczekiwania vs. rzeczywistość

||

Być może wymagałam zbyt wiele. W sumie to tak właśnie było. Liczyłam na coś, co jest nierealne i, jak wielu z nas - przeliczyłam się. Obawiałam się poziomu nie do przeskoczenia, a zastałam to samo, co było mi znane wcześniej. Uważałam, że przeskok z gimnazjum do szkoły średniej to musi być coś niesamowitego, że profil lingwistyczny zobowiązuje. Bałam się, że zwyczajnie nie dam sobie rady jako najsłabsze ogniwo łańcucha pokarmowego w klasie dla językowców. Bo niby szóstka na świadectwie z angielskiego to nie dowód na jego znajomość. Dziś będzie troszkę o rozczarowaniu, jakie przeżyłam (i nadal przeżywam każdego dnia na nowo). O rozczarowaniu, o którym mogę śmiało pisać siedząc pół roku w liceum.

Ale od początku...

To się w sumie zaczęło już w kwietniu, gdy przyszło nam się logować na platformy ułatwiające rekrutację do szkoły średniej. Byłam przerażona faktem, że na moje miejsce jest chętnych aż kilkadziesiąt osób. Jeszcze w noc przed ogłoszeniem wyników miałam wątpliwości co do tego, czy mnie przyjmą, czy też nie. Gdy jednak okazało się, że od września zaczynam naukę w wymarzonej szkole na wymarzonym profilu, kamień spadł mi z serca. Chwilowo. 


Luźna rozmowa na klasowej konwersacji:
K: Boże, nie zdam z tego angielskiego. To jest takie trudne!
Ja: Przestań! Wystarczy przysiąść, nauczyć się paru haseł i już. To jest naprawdę proste.
K: Ta, chyba dla ciebie. Zazdroszczę ci. Będziesz się miała łatwiej w życiu. Nie wszyscy potrafią angielski tak jak ty.
Ja (w myślach)*: To w takim razie co robisz na "lingwie"?

Krótka piłka. Od września tego roku będziemy mieć średnio osiem godzin angielskiego tygodniowo. Zawrotne tempo, sprawdzian co parę dni, masa kartkówek, lawina słówek, tony gramatyki itp. itd. Do tego dochodzi i drugi język. W przypadku naszej grupy jest to hiszpański, który zaczęliśmy od podstaw. Musimy troszeczkę nadgonić, by w drugiej klasie mieć dobry grunt pod dalszą edukację. Wracając do tematu. Przekraczając próg budynku 01.09.2015 r. o godz. 10:30 myślałam, że będą otaczali mnie ludzie ambitni, inteligentni. Ludzie, poprzez których będziemy się wzajemnie mobilizować do dalszej pracy nad sobą. Zamiast tego natrafiłam na grupę osób nie pałającą miłością do szkoły, ledwo zdającą semestr, mającą w nosie swoją przyszłość, niewiedzącą co robi w klasie o takim, a nie innym kierunku, nie mającą za grosz chęci do nauki czegoś nowego. Przeliczyłam się. Nie mówię, że chcę zmienić otoczenie, bo moje liceum jest naprawdę w porządku, a nie mogę tylko wciąż przejmować się rówieśnikami. Po prostu boli mnie to, że klasa lingwistyczna to "zrzutek" wszystkich, którzy nie dostali się na inne profile lub po prostu nie wiedzieli, co ze sobą zrobić po ukończeniu gimnazjum. Podobno tak jest wszędzie. Nie wymagam, by wokół mnie krążyli sami prymusi. Chciałabym po prostu widzieć w tych zbuntowanych nastolatkach coś więcej niż wymalowany na twarzy kac. Tylko tyle czy aż tyle?

*nie odpisałam dziewczynie, ponieważ wywiązała się pewna ostra wymiana zdań. Postanowiłam nie zabierać głosu, by nie pogorszyć sprawy. Ponadto, byłam zbyt poirytowana, by ciągnąć kłótnię dalej.

6 komentarzy

  1. Także jestem na profilu językowym (ale z rozszerzoną informatyką dodatkowo) i jako uczeń klasy drugiej też mam co nieco do dodania.
    Tak jak ty rozczarowałam się.. i choć większość naszej klasy ma średnią powyżej cztery zero, to tylko ja i trzy koleżanki jesteśmy powyżej 4,50. Trochę boli, racja, bo to do naszej klasy przyszły osoby, które w technikum nie dawały sobie rady. Myśleli "jakoś to będzie". A teraz, kiedy mamy siedem angielskich tygodniowo, cztery informatyki i do wyboru: matematykę dziewięć razy w tygodniu, bądź geografię pięć (rzuciłam się na matmę, raz się żyje, co nie?) oni załamują ręce, mówią "przeklęci nauczyciele", "robią wszystko by utrudnić" mam ochotę zaśmiać im się w twarz. Pewnie, znasz to uczucie.
    Ale wiesz co zauważyłam? że mnóstwo osób bez aspiracji idzie na biol-chem (nie wiem czy to dlatego, że mieszkam w małym mieście i przyjmują większość, a może po prostu chemia jest tak inspirująca..).
    Ludzie z niektórych kierunków się wywyższają (bo w końcu mat-fiz, mat-inf, human..), ale bądźmy szczerzy: nie ma tam samych prymusów. Nie ma i koniec. Tak się tylko wydaje, ale zawsze znajdzie się osoba, która stwierdzi, że teraz sobie odpuszcza.
    Wybacz mi proszę, za zaległości na twoim blogu, ale kiedy nie wchodzę na blogera to momentalnie zapominam o regularnym sprawdzaniu perełek;) Nadrobię wszystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam wrażenie, że wszystkie klasy, które nie są w żaden sposób związane z przedmiotami ścisłymi, są ciut "poniżane". Nawet zauważyłam to wśród nauczycieli. Facet od matematyki zawsze nami gardzi, gdy przychodzimy do niego na lekcje. Oczywiście w ramach żartu, ale chwilami aż przykro się robi, bo mężczyzna ewidentnie nie zna granic dobrego smaku. Do nas wciąż dochodzą ludzie, którzy w technikum nie dawali rady. Już teraz przeraża ich perspektywa aż tylu godzin języka obcego. Jestem ciekawa, czy myśleli również o tym w momencie, gdy składali papiery na biurku pani dyrektor...

      Wybaczam ci, kochanie :) Zaległości nie masz prawie żadnych! U mnie nic nowego, więc spokojna Twoja głowa. A listę perełek możesz podrzucić i mnie. Sama chętnie takowe poczytam (ostatnio natrafiam na same blogi dot. mody).

      Usuń
  2. Sama chodzilam do klasy językowej z tym że miałam język niemiecki i angielski. 8h niemieckiego w tygodniu! Ale uwielbiam ten jezyk więc tyle nauki nie sprawiało mi trudności ani mnie nie zniechęciło. W końcu celowo wybrałam taki profil klasy. Niestety tak jak u ciebie, reszta trafiła chyba do mojej klasy przez przypadek ,,bo coś musieli wybrać,,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najgorszy możliwy scenariusz. Takie osoby pozbawiają wszelkiej motywacji. Idealnie określa tę sytuację owo przysłowie: "Z kim się zadajesz, takim się stajesz". Oczywiście to na naszą niekorzyść. Wydaje mi się, że każdy rocznik przechodzi przez to samo. Muszę przełknąć ślinę i patrzeć przed siebie. Nie ma co się obracać na innych :)

      Usuń
  3. Wiesz, jestem na "ścisłym matfizie", a też mam podobnie. Różnica taka, że nade mną "biolchemy".
    Myślę, że nie warto się zamartwiać, bo to tylko opinia, a opinia jest przecież nasycona subiektywizmem... Inna sprawa to wartości, które każdy człowiek ma inne. Niestety trafiłaś, jak ja, do klasy bez ambicji. Osobiście widzę tylko dwa rozwiązania problemu: zmiana szkoły lub zaakceptowanie problemu i nie zwracania na niego uwagi. Na Ziemi jest wystarczająco ludzi, aby wśród nich znaleźć przyjaciół, a szkoła, jak praca - można robić co się kocha, lub pokochać co się dostało.

    Życzę powodzenia w szkole, głowa do góry, jak sama widzisz, jeden rok szkolny już przeleciał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostały jeszcze niecałe dwa :) Mam nadzieję, że niektóre osoby wypoczną w wakacje i odmienią swoje nastawienie. Szkoły raczej nie zmienię, bo ten układ jest dla mnie wygodny. Mam blisko do komunikacji miejskiej i centrum, a drugie liceum jest gdzieś na obrzeżach - w dodatku umiejscowione w szczerym polu. Ponadto, wkrótce ma być zamknięte, więc jedynym rozwiązaniem byłoby przenieść się do stolicy województwa, ale moje lenistwo i niechęć do spędzania długich godzin na samą podróż do celu sprawia, że już wolę pogodzić się z nieróbstwem niektórych osobników :)

      Dziękuję za słowa otuchy! Mam nadzieję, że we wrześniu zadziałają równie motywująco :)

      Usuń